Share This Post

Manga

“Saga Winlandzka” tomy 1# 2# – wrażenia po lekturze

“Saga Winlandzka” tomy 1# 2# – wrażenia po lekturze

“Ci okrutni Wikingowie”…

Na początku nie byłam entuzjastycznie nastawiona do tej mangi. Saga Winlandzka to w końcu opowieść o Wikingach, więc obawiałam się przesadnego epatowania brutalnością. Serialu Wikingowie co prawda nie oglądałam, ale czasem mimochodem zobaczyłam jakieś urywki i byłam zniesmaczona tym, co mężowie dalekiej północy wyprawiali. Oczywiście wiedziałam wcześniej (choćby i z lekcji historii), że ludowi temu daleko było do świętości,  ale co innego poznać suche fakty, a co innego zobaczyć na własne oczy gwałty i krwawe jatki.

Na Wikipedii (link za chwilę) można przeczytać, że Saga Winlandzka porównywana bywa do Berserka, który z kolei, mimo sporej dawki przemocy, bardzo przypadł mi do gustu. Jednak jakoś łatwiej mi ścierpieć brutalność świata przedstawionego, jeśli wiem, że opowieść nie jest oparta na wydarzeniach historycznych. Myśl o tym, że Wikingowie naprawdę bestialsko traktowali wrogów i zwykłych cywili przyprawiała mnie o gęsią skórkę.

Zachęcona jednak pozytywnymi ocenami, z lekką ostrożnością sięgnęłam po ten tytuł i… nie żałuję! Manga zapowiada się naprawdę świetnie.

Podwójne tomy

Każdy z tomów w polskim wydaniu zawiera dwa standardowe tomiki. Do tej pory Hanami wydało dwa, grube tomy (każdy ma ponad 400 stron!), czyli w rezultacie cztery standardowe. Daje to nam, póki co, 28 rozdziałów. W internecie wiele jest recenzji przepełnionych spoilerami. Na swe nieszczęście, przed zakupem zerknęłam na jedną taką, myśląc, że jest to ocena pierwszego tomu, a okazała się być recenzją opisującą grubo ponad 54 rozdziały. W internecie można bowiem przeczytać w wersji anglojęzycznej ciąg dalszy. Niechcący dowiedziałam się, który z bohaterów umrze i jestem nieszczęśliwa z tego powodu <trochębeczybonielubispoilerów> Na przyszłość będę ostrożniejsza 😉 Od razu uprzedzam, że na Wikipedii też jest streszczenie fabuły. Podaję więc wspomniany wyżej adres: kliknijcie tu, ale opuśćcie fragment “Plot”, jeśli nie chcecie wiedzieć co się wydarzy.

Okładki

Ponieważ tomy są podwójne, trzeba było podjąć decyzję, które okładki zostaną wybrane. Hanami zdecydowało się iść tokiem nieparzystym, co jest zrozumiałe, no bo jak zacząć od drugiego zamiast od pierwszego? Nie jesteśmy jednak wcale stratni, bo okładki parzyste są nam zaprezentowane na pierwszej stronie.

Zarys fabuły

Na okładkach z tyłu tomu możemy przeczytać bardzo ogólny zarys fabuły:

Nie chcę zbyt dużo rozpisywać się na temat wydarzeń przedstawionych w mandze, właśnie dlatego, by Wam nie spoilerować. Tak jak zapowiada opis tomu pierwszego; na początku historii poznajemy młodego gniewnego, a imię jego jest Thorfinn. Ów bohater należy do bandy Askeladda. Wypełnia polecenia dowódcy, cały czas jednak podkreślając, że nie jest wcale jego sprzymierzeńcem. Na czym więc polega ta dziwna relacja między dwojgiem Wikingów? Dlaczego oczy Thorfinna płoną nienawiścią? Odpowiedź poznacie jeszcze w pierwszym tomie, bo pojawia się w nim retrospekcja. W drugim zaś, następuje powrót do właściwego czasu akcji (najpierw jeszcze na chwilkę do roku 1008), a potem już tylko do 1013.

Postacie

Postacie są świetnie skonstruowane! Mamy tu całą gamę różnorodnych i wcale nienudnych bohaterów:

  • tajemniczy Thors, o którym każdy mówi coś innego (córka: “za bardzo kochał ludzi”, Wiking: “prawdziwy wojownik”);
  • gburowaty i pragnący zemsty (prawie jak Sasuke z Naruto) dzieciak Thorfinn;
  • Ylva – harda niczym Jagienka z Krzyżaków;
  • lojalny Bjørn, który “lubi zabijać”;
  • snujący ciekawe opowieści Leif
  • mięczakowaty książę
  • zapijaczony mnich

…i wielu, wielu innych, a każdy ma swój charakterek. Wiele postaci ma ciekawą przeszłość, której nie poznajemy tak od razu, więc każdy nowo poznany fakt rzuca inne światło na nasz odbiór bohatera. Mało kogo można jednoznacznie zakwalifikować jako postać pozytywną, lub negatywną, bo czasy były trudne i inna mentalność. Rabunki, gwałty, mordy to przecież standard dla groźnych Wikingów. Jest jednak paru takich, którzy o mile świetlne wyprzedzają swoją epokę. Są też i tacy, których nazwałabym mimo wszystko bohaterami pozytywnymi, no ale to dopiero dwa (cztery;)) tomy, więc jeszcze wszystko się może zdarzyć!

Najbarwniejszą – według mnie- postacią jest Askeladd. Jest to wspomniany dowódca bandy Wikingów, który nie pogardzi dobrym zarobkiem. Absolutnie nie można jednak go określić tylko w ten sposób. Jest to bohater wielowymiarowy i niejednokrotnie zaskakuje. Choć bez mrugnięcia okiem i bez krzty litości morduje kogo musi (a raczej: na kogo ma zlecenie) i powinnam go bardzo nie lubić, paradoksalnie wzbudza on we mnie może nie tyle sympatię, co rozbawienie. Askeladd z jednej strony jest bezwzględny i brutalny, a z drugiej ma w sobie taki “luz” i dystans do świata, że naprawdę przyjemnie się czyta i ogląda sceny z jego udziałem. Jego różnorodne miny to już całkowicie mnie rozbrajają:

Kreska jest śliczna. Mimika bohaterów pięknie oddaje ich emocje. Kiedy trzeba jest śmiesznie, kiedy trzeba jest groźnie. Walki są dynamiczne. Krajobrazy nie są co prawda przeładowane detalami, ale i tak całość jest bardzo przyjemna dla oka.

Czy są w ogóle jakieś minusy?

Cóż, ja dostrzegam jeden: cenaaa… 65zł za tom wydaje się dość dużą kwotą, jednak pamiętajmy, że jest to podwójne wydanie. Dzieląc na pół otrzymujemy 32,50 zł za tom, czyli w zasadzie standard do jakiego Hanami już nas przyzwyczaiło. Nie marudziłabym, bo wydanie jest naprawdę porządne (zawiera różne bonusy jak np. ciekawostki historyczne, mapki, schematyczne rysunki broni, wyposażenia itp.), ale zwyczajnie drżę na myśl ile mi wyjdzie za wszystkie tomy… przecież saga nie kończy się na tych dwóch!

Saga Winlandzka – podsumowanie

Historia wciąga. I mam tu nie tylko na myśli akcję, ale też indywidualne historie postaci. Jestem bardzo ciekawa jak rozwiną się ich osobowości. Już teraz ze zniecierpliwieniem czekam na trzeci tom!

Jak pisałam, nie żałuję, że sięgnęłam po tę mangę. Akty przemocy są, bo muszą być – składają się przecież na realia opisywanej epoki. Komiks nie jest przeładowany brutalnością. Mam wrażenie, że autor nie chciał szokować, ale chcąc ukazać naturę Wikingów musiał przecież przedstawić trochę krwawych scen. Właśnie dlatego oba tomy nie są “ciężkostrawne”, a czyta się wartko i przyjemnie.

 

Na razie daję mocne 8,5 na 10!

Share This Post

Leave a Reply