Share This Post

Manga

Recenzja The Promised Neverland – 3 tomy

Recenzja The Promised Neverland – 3 tomy

Jeśli zerkacie czasami na forum dyskusyjne, to wiecie, że byłam zachwycona mangą The Promised Neverland w trakcie lektury pierwszego tomu. Cieszyłam się wówczas, że zdecydowałam się na zakup. Aktualnie mam już “za sobą” trzy tomy (czwarty wyjdzie w lipcu) i już mniej więcej wiem, czego można się spodziewać po tym tytule. Jesteście ciekawi czy kolejne części mnie rozczarowały? Oto przed Wami recenzja The Promised Neverland, czyli nowej serii od wydawnictwa Waneko. Zapraszam:)

O czym to jest…?

Właściwie to… nie mogę powiedzieć 😉 Także koniec recenzji, cześć, pa! Nie no, oczywiście żartuję, ale istotnie nie jest łatwo opowiedzieć o tej mandze nie zdradzając zbyt wiele jeśli chodzi o warstwę fabularną. W internecie jest troszkę opisów czy mini-recenzyjek, które są jednym wielkim spoilerem. Osobiście bardzo się cieszę, że przed zakupem nie zapragnęłam najpierw poszperać w sieci, czy w ogóle warto ten tytuł nabyć. Dzięki zakupowi “w ciemno”, zdołałam wytrwać w błogiej nieświadomości, dlatego rozpoczynając pierwszy tom, przeżyłam mały szok 🙂 I dobrze mi tak 🙂 Lubię, kiedy manga zaskakuje, albo odwraca cały świat przedstawiony do góry nogami. Spróbuję Wam nieco przybliżyć ów świat, jednak co do niektórych spraw muszę trzymać język za zębami, bo naprawdę nie chcę Wam psuć frajdy:)

Opis z okładki pierwszego tomu może niektórych z Was nie zachęcać:

Ja na początku nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona: “Manga o dzieciach? Czy to nie będzie zbyt nudne..?” – tego się obawiałam. Jakże się myliłam! Manga może i jest o dzieciach, ale niekoniecznie dla dzieci 😉

Dom dziecka jak domek z kart

Na początku czytelnikowi ukazana zostaje rzeczywistość, która skądinąd jest całkiem sympatyczna. Co prawda, akcja dzieje się w sierocińcu – a takie miejsca nie są przecież sielankowe, jednak ten ośrodek wydaje się być inny. Dzieci są w nim naprawdę szczęśliwe – czują się jedną wielką rodziną, choć przecież nie łączą ich żadne więzy krwi. Sierociniec, nazywany przez wychowanków “domem”, prowadzi kobieta, którą nazywają i traktują jak swoją mamę. Bohaterka troszczy się o podopiecznych: jest dla nich dobra, często okazuje im czułość, nie szczędzi pochwał. Wychowankowie zawsze mają czyste ubranie i jedzą pożywne posiłki. Mogą się beztrosko bawić w domu i na terenie przylegającym do niego. Mają też swoje obowiązki: na przykład pomagają przy przyrządzaniu jedzenia i codziennie rozwiązują testy na inteligencję (co ma im zastąpić normalne chodzenie do szkoły). No właśnie… z tym wiąże się jedyny, ale za to bezwzględny zakaz, którego dzieciaki muszą przestrzegać. Nie wolno im opuścić terenu sierocińca dopóki nie trafią pod skrzydła rodziny zastępczej.

Beztroski nastrój, który kojarzy się ze szczęśliwym dzieciństwem, towarzyszył mi tylko przez kilka pierwszych stron. Niby wszystko jest w tym świecie ok, ale… No właśnie. Najpierw jest jedno “ale”, potem kolejne. Autor w umiejętny sposób buduje rzeczywistość pozornie sielankową. Wraz z rozwojem opowieści ta idealna konstrukcja okazuje się być złudna: na metaforycznym obrazie świata przedstawionego pojawia się coraz więcej rys. Elementy stają się niespójne, zaczynają budzić wątpliwości. Czytając, tylko czekałam na ten moment, który sprawi, że ten niby szczęśliwy świat runie niczym domek z kart. I tak też się stało. Pierwszy przełom w fabule pojawia się na 40 stronie. Potem kolejne. Czułam, że po scenach delikatnie budujących napięcie, nagle pojawi się coś szokującego, ale przyznaję, że nie spodziewałam się czegoś takiego! Jeśli nie czytaliście opisów tej mangi w innych źródłach, to nie czytajcie! Lepiej być zaskoczonym – gwarantuję Wam 🙂

Jeśli jednak nie boicie się spoilerów, to Waneko umożliwiło przejrzenie online pierwszego rozdziału. Tutaj link.

Shōnen czy nie shōnen?

Manga wydawana była w “Weekly Shōnen Jump”, czyli w czasopiśmie publikującym “shōneny”. Typowy shōnen to przygodówka z elementami walk i wątkami humorystycznymi, której głównym bohaterem jest chłopiec, najczęściej dążący do samodoskonalenia – tak w skrócie. The Promised Neverland jednak różni się od “klasyków” gatunku choćby tym, że główną bohaterką jest dziewczyna o imieniu Emma. To ona wraz z chłopcami: Normanem i Ray’em stanowią trójkę najstarszych i najmądrzejszych dzieci. “Jak to? Głównych bohaterów jest więc troje (a właściwie czworo, jeśli liczyć mamę)” – ktoś powie. To prawda, ale to właśnie Emma wprowadza czytelnika w świat przedstawiony. Na początku to ona jest narratorką i tylko jej myśli znamy (potem się to zmienia). Ona również stanowi spiritus mowens rozwoju akcji, przynajmniej do pewnego momentu, bo w gruncie rzeczy to później wszyscy troje (czworo, pięcioro, a niekiedy nawet siedmioro) popychają akcję do przodu.

The Promised Neverland różni się także tym, że nie jest to zwyczajna przygodówka. Jeśli miałabym jakoś zdefiniować tę historię, określiłabym ją raczej jako psychologiczny thriller z elementami horroru i fantastyki. Zaskakujące, co? 🙂

Okładka, wygląd, kreska

Na okładce założona jest ładna błyszcząca obwoluta – jak w większości mang Waneko. Uprzedzam: nie zdejmujcie obwoluty z tomików przed przeczytaniem, bo to, co jest pod spodem stanowi spoiler^^ W tomikach brak kolorowych kartek, ale nie jest to żaden problem. Pierwszy i drugi mają 188 stron (nie licząc reklam na końcu), trzeci tom – 196. Każdy z nich zawiesza akcję w kulminacyjnym momencie, przez co nie można się doczekać kolejnego (muszę czekać do lipca!).

Kreska podoba mi się. Jest charakterystyczna i na początku nawet sobie myślałam, że nieco “szkicowa”, ale wraz z postępem lektury widziałam, jak doskonale oddaje ona charakter postaci i jak świetnie narysowane zostały zarówno sceny sielankowe, jak i momenty grozy. Niektóre kadry zachwycają z kolei mnogością detali.

Narracja

Narracja to majstersztyk! Po scenach pokazujących zwyczajne życie, następuje nagły zwrot fabularny. Odtąd wszystko będzie wyglądać inaczej. Jeśli miałabym rozrysować jakiś schemat obrazujący dalszy tok narracji, to linia wznosiłaby się i opadała naprzemiennie. Po momentach “rozluźnienia” kiedy szala przechyla się na stronę bohaterów i wydaje się, że oni są górą, następuje wzrost napięcia i sytuacja odwraca się. Historia jest tak prowadzona, że nie sposób się znudzić.

Bohaterowie

Jak wspominałam, protagoniści to trójka najstarszych dzieciaków: rezolutna i bystra Emma, niezwykle skuteczny strateg Norman oraz pragmatyczny i nieco zdystansowany Ray. Dzieci mają różne charaktery, ale łączy je jedno – są prawdziwymi młodymi geniuszami. Dzięki swoim wyjątkowym cechom są w stanie prowadzić strategiczną grę z wrogiem, który wie o nich niemal wszystko i nie ustępuje im inteligencją. Komu się uda? I kto tak naprawdę jest tu wrogiem? Odpowiedzi w mandze 🙂

Plusem jest to, że autor nie przesadził w kreacji bohaterów. Młodzi geniusze także mają swe słabości i nie zawsze wszystko idzie zgodnie z ich planem. Nie wszystkie charaktery dzieci zostały tak dokładnie pokazane jak tej trójki. Tak naprawdę, poza jeszcze dwójką innych dzieciaków, reszta stanowi tło. Można tłumaczyć to tym, że są jeszcze bardzo mali i nie mają aż tak zindywidualizowanych cech jak tamci, no i nie wnoszą – przynajmniej na razie – zbyt wiele do fabuły.

Postać mamy wymagałaby osobnego rozdziału, ale na razie nie mogę o niej zbyt wiele napisać, żeby nie za dużo nie zdradzić. Możecie jednak być pewni, że jej kreacja również jest znakomita i bardzo niejednoznaczna.

Moje wrażenia

Bardzo się cieszę z zakupu The Promised Neverland. Na razie Waneko wydało trzy tomy, ale ja już wiem, że na pewno będę zbierać tę serię. Pierwszy tom zafundował mi kilka wstrząsów 😉 drugi, choć bardziej stonowany, zaserwował – tak jak i trzeci – doskonale prowadzoną grę psychologiczną.

Niektóre mangi kupuję z sentymentu, bo zaczęłam i żal nie dokończyć serii, a portfel zgrzyta zębami 😛 W tym wypadku nie żal mi żadnej złotówki. Choć nie znam jeszcze całości, coś czuję, że Promised Neverland to ta seria, której nigdy nie oddam 🙂

Mówiąc krótko: petarda! 😀 Dawno nie czytałam mangi, która by mnie tak zaabsorbowała.

kreska: 8,5/10 (świetnie pokazane zarówno sceny sielankowe jak i sceny grozy, kreska ponadto doskonale oddaje charaktery postaci)

fabuła: 9/10 (ciekawy pomysł, doskonała realizacja sprawia, że przedłużający się wątek fabularny wcale się nie nudzi)

sposób prowadzenia narracji: 10/10 (bardzo dobrze trzyma w napięciu, świetne zabiegi powodujące zaszokowanie czytelnika)

sposób budowania postaci: 7,5/10 (bohaterowie wydają się niekiedy aż nazbyt mądrzy jak na swój wiek, ale mają swoje słabości, więc nie są nierealistyczni)

przekaz: 8/10 (refleksja nad… wyjaśnienie w spoilerze poniżej)

Uwaga duży spoiler! Kliknij, jeśli się nie boisz

Tak naprawdę manga pokazuje perspektywę żywego inwentarza. Sierociniec jest farmą, a dzieciaki pożywieniem. Daje to trochę do myślenia, bo czy silniejszy byt ma prawo zjeść słabszy? Jeśli manga miałaby być metaforą, to w przeniesieniu na nasze realia byłaby to historia o uciekających kurczakach z farmy. Czy wtedy kibicowalibyśmy im tak jak kibicujemy dzieciom?



RAZEM: ~8,5/10

Moja ocena: 9/10

Share This Post

Leave a Reply