Share This Post

Manga

RECENZJA: manga “Idący człowiek”, Jirō Taniguchi

RECENZJA: manga “Idący człowiek”, Jirō Taniguchi

Tytuł: Idący człowiek

Tytuł oryginalny: Aruku Hito

Autor: Jirō Taniguchi

Ilość tomów: 1

Data polskiego wydania: 2017

Polski wydawca: Hanami 

gatunek: zbiór opowiadań

Jirō Taniguchi jest jednym z najzdolniejszych twórców mangi. Artysta “zdobył lub był nominowany do niemal wszystkich światowych nagród” – jak napisano na skrzydełku polskiego wydania Idącego człowieka. Taniguchi odszedł w tym roku mając 69 lat. Omawiany tomik ma być więc podsumowaniem twórczości, a zarazem hołdem oddanym temu wspaniałemu twórcy przez wydawnictwo Hanami.

Idący człowiek przyszedł do mnie wczoraj i spędziłam z nim prawie pół nocy 😉 Po zamknięciu tomiku zastanawiałam się, czy warto go polecić. Dziś poukładałam sobie jako tako myśli w głowie i zabrałam się do opisywania swoich wrażeń. Powiem szczerze, że mam mieszane uczucia. Jeśli recenzja ma pomóc znaleźć odpowiedź na pytanie czy mangę warto zakupić i przeczytać, to obawiam się, że nie wszystkim spodoba się to co mam do powiedzenia.

Dlaczego? Pewnie sądzicie, że chcę powiedzieć, że nie warto bo manga jest zła. Otóż… nie jest. Problem w tym, że jest dobra. Dobra, ale w swoim gatunku.

Brak fabuły

Już wyjaśniam; Idący człowiek to zbiór 21 opowiadań, z czego 18 osnutych jest wokół tytułowego idącego człowieka, czyli żonatego mężczyzny w średnim wieku. Co robi ów mężczyzna? Ano idzie. I jeśli chodzi o fabułę to byłoby na tyle;) Powiedzmy sobie szczerze: fabuła nie zachwyca. No nie ma bata! Nikogo nie “wciągnie”. Nie będziecie czytać z wypiekami na twarzy i pytaniem “co dalej?!”. A mimo to nie mogę napisać, że manga jest słaba.

Piękna kreska

Pojawia się więc pytanie; skoro w zasadzie prawie nie ma fabuły to czym może zachwycać? Myślę, że nie tylko fani Taniguchiego docenią kunszt autora przejawiający się w jego charakterystycznej i jakże pięknej kresce, w mnogości detali, dokładnym odzwierciedleniu rzeczywistości. Ale nie tylko w rysunku siła. Te kadry, w których prawie nie ma dialogów, pokazują piękno chwil składających się na życie człowieka. Autor uświadamia czytelnika jak ważna jest celebracja każdego dnia, tych zwykłych prostych czynności będących okruchami naszej codzienności. Skłania do refleksji nad tym, jak piękny jest nasz świat, jak cudownie jest żyć i jakie szczęście mają ci, którzy mogą tak po prostu wyjść z domu na spacer! Ile smaku naszej egzystencji dodają małe przyjemności!

Poezja chwili

Z Idącym człowiekiem jest trochę jak z poezją. Ona nie ma porywającej fabuły. Chyba nikt jej nie oczekuje sięgając po tomik. Poecie chodzi o głęboki przekaz, o emocje zawarte w krótkich, ale jakże pojemnych znaczeniowo słowach. Ma być więc zwięźle, ale dosadnie – maksymalnie treściwie. Resztę musi dopowiedzieć sobie odbiorca. Poezja rzadko bywa bezpośrednia.

Dziś, w dobie postmodernizmu, granica między poezją, a prozą jest bardzo płynna. Jeśli jednak pochylimy się nad klasycznym podziałem gatunkowym, to dojdziemy do wniosku, że fabuła jest wyznacznikiem prozy (i niech mi tu nikt nie wspomina o Finnegans Wake!!!). Proza bez fabuły jest albo szmirą, albo eksperymentem (nawet jeśli na miarę arcydzieła, to jednak eksperymentem). Natomiast w poezji nie potrzeba fabuły, by autor mógł przekazać to, co chce.

Ten facet, który idzie to… Amelia!

Piękno drobnych rzeczy: widok świata przez rozbite okulary, śpiew ptaków, spacer przed pracą – to jest poezja codzienności. Szczerze mówiąc, tytułowy bohater skojarzył mi się trochę z Amelią (z filmu o tymże tytule). To odnajdywanie baśniowych drobiazgów w otaczającym nas świecie jest takie francuskie! Z tego powodu zupełnie nie zdziwiła mnie informacja o tym, że mangę najpierw doceniono właśnie we Francji.

Podsumowując

Manga jest bardzo ładnie wydana, na śliskim papierze, posiada też efektowne zadrukowane na czarno wkładki z tytułami poszczególnych opowiadań. Forma wydania sprawia, że komiks jest dość drogi (36zł). Do takich cen Hanami zdążyło już nas przyzwyczaić (jakość w końcu kosztuje!), jednak obawiam się, że w tym przypadku cena może stać się wyznacznikiem tego, kto sięgnie po ten tytuł. Pasjonaci rozbudowanych fabularnie historii pewnie będą woleli wydać swoje trzy dyszki na inne komiksy. Co nie zmienia faktu, że fani Taniguchiego być może nie odmówią sobie odrobiny przyjemności i zakupią ten zbiór opowiadań (a może powinnam ten gatunek nazwać… hm… bo ja wiem… poezją rysunkową…? ;))

Jeśli miałabym ocenić mangę standardowo, według moich zwykłych kryteriów, to wyglądałoby to tak:

kreska: 8/10 

fabuła: 4/10 (nie absorbuje, ale skłania do refleksji)

sposób prowadzenia narracji: 3/10

sposób budowania postaci: 2/10 (prawie nic nie wiemy o tym idącym człowieku, poza tym, że ma miłą żonę i że on sam cieszy się życiem;))

przekaz: 10/10

stosunek ceny do jakości: 5/10

więc ocena ogólna około +5. Słabooo… Niby plusów subiektywnych (które przyznaję w każdej recenzji) bym dać mogła sporo; za poetyckość, za Amelię itp, itd… ale tej mangi po prostu nie można tak schematycznie ocenić. Dlatego nie zwracajcie uwagi na ten słaby wynik wyliczony ze średniej! Każdy powinien sam zadać sobie pytanie, czy przesłanie dotarło czy nie i czy zachwyciło czy nie bardzo.

Powiem szczerze, że sama idea tworzenia dzieł afirmujących codzienność podoba mi się, ale nie jestem pewna czy potrzebowałam akurat tej mangi, by zrozumieć piękno życia (chyba Amelia zrobiła większą “robotę” pod tym względem). Nie mniej jednak chciałam mieć kolejne dzieło Jirō Taniguchiego na własność, więc jestem usatysfakcjonowana.


Także tak: na pewno polecam fanom Taniguchiego i fanom niestandardowych przekazów. A pozostałym… cóż, też polecam, ale w zależności od tego, czego oczekują od mangi. Jeśli rozbudowanej fabuły – nie polecam. Jeśli opowieści o pięknie życia – polecam bardzo!

Share This Post

Leave a Reply