Share This Post

Manga

RECENZJA: manga “Ratownik”, Jirō Taniguchi

RECENZJA: manga “Ratownik”, Jirō Taniguchi

Tytuł: Ratownik

Tytuł oryginalny: Sosakusha

Autor: Jirō Taniguchi

Ilość tomów: 1

Data polskiego wydania: 2009 

Polski wydawca: Hanami 


Komiks powstał, gdy autor był już znanym w środowisku mangaką. Jak głosi tekst na okładce: Taniguchi to “twórca wszechstronny”, ale Ratownik to jego “powrót do korzeni”. Na początku swojej działalności ilustrował bowiem serie z gatunku noir. Zaintrygowana tą informacją i dodatkowo zachęcona przez wzmiankę o nominacji mangi do Nagrody Eisnera, ochoczo zabrałam się za lekturę. Nie ukrywam, miałam wielką nadzieję, że trzymam w ręku efekt naprawdę solidnej roboty. Czy owoc pracy Taniguchiego mnie rozczarował…? Zanim odpowiem, opowiem wszystko, jak zawsze, po kolei 😉

Okładka

Komiksy z Hanami to klasyka sama w sobie. Jak już kiedyś pisałam, mają zawsze taki sam rozmiar (A5) i są solidnie wydane na eleganckim, kredowym papierze – w przypadku Ratownika nie jest inaczej. Okładka przedstawia głównego bohatera na tle gór i budynków wielkiego miasta, co w zasadzie jest symbolicznym streszczeniem mangi. Z tyłu publikacji widzimy wspomniany przeze mnie tekst:

Standardowo na skrzydełkach możemy zapoznać się z krótką biografią autora.

Pierwsze wrażenie

Nawet gdybym nie wiedziała, że autorem trzymanej w ręku mangi jest Taniguchi, myślę, że poznałabym jego styl. To, co od razu rzuca się w oczy po otwarciu tomiku, to charakterystyczne zbliżenia na twarze bohaterów, eksponowanie ich mimiki, co ma lepiej oddać przeżywane przez nich emocje. Są oczywiście skrupulatnie tworzone tekstury, jest mnogość detali. Kreska bardzo mi się podoba. Postacie są ładnie narysowane, ich wygląd pasuje do nadanych im charakterów. Na przykład główny bohater – od razu widać, że to “twardziel”: zaciśnięte usta, kilkudniowy zarost, mocne spojrzenie. Z kolei uczennica, Ōhara Maki jako jedyna ma “napompowane” usta, przez co zaraz nasuwa się skojarzenie z taką “pustą dziewczyną”.

Zarys fabuły

Głównym bohaterem jest Shiga Takeshi – tytułowy ratownik. Zajmuje się schroniskiem w tak zwanych Japońskich Alpach, czyli w górach Akaishi. (Najlepsze jest to, że tłumacz napisał “Alpy”, przez co zastanawiałam się potem jakim cudem bohaterowi opłaca się wracać z Europy do Tokio na trzy dni. Oczywiście japońska nazwa góry i schroniska w ogóle mnie na początku nie zastanowiła – brawo ja:)) Pasją naszego pana Takeshi są wysokogórskie wspinaczki. Już na samym początku widzimy, jak świetnie daje sobie radę – wnosi ciężki prowiant bez najmniejszej zadyszki (w przeciwieństwie do innych pracowników). W górach czuje się “u siebie”. Są one jego miejscem na Ziemi. Szybko jednak zostaje wyrwany ze swojego środowiska i musi udać się do wielkiej, zatłoczonej metropolii Tokio, ponieważ otrzymuje wiadomość jakoby zaginęła córka jego dobrej znajomej – pani Yoriko Sakamoto. Jak się potem okazuje, z bohaterką łączy go pewna obietnica z przeszłości. Shiga nie ma więc wyboru – zakasuje rękawy i bierze się do roboty. Niestety, w cywilizacji nasz twardziel nie odnajduje się najlepiej. Paradoksalnie, dzikość przyrody i niebezpieczeństwa czyhające w górach na każdego człowieka cywilizacji nie są dla niego niczym strasznym. Zatłoczone miasto, z kolei, niczym kafkowski labirynt wciąga Shigę coraz bardziej w otchłań bezradności i absurdu. Bohater ma bowiem do rozwiązania zagadkę – musi dowiedzieć się gdzie jest Megumi, córka Yoriko. Shiga jest zagubiony. Choć dysponuje siłą i determinacją, chaos otaczającej rzeczywistości przytłacza go. Na podziw zasługuje jednak jego niezłomność – nie poddaje się, mimo że na początku śledztwa niemal każdy rozmówca rzuca mu przysłowiowe kłody pod nogi. Wspomniany absurd polega na tym, że w pewnym momencie bohater dochodzi do końca symbolicznego labiryntu, a jego oczom ukazuje się wielka ściana – dosłownie i w przenośni. Wiemy gdzie jest zaginiona, a mimo to bohater nie może pokonać pewnych ograniczeń związanych z bezdusznymi prawami miasta. Czy mu się uda…? Odpowiedź znajdziecie w mandze.

Ratownik – polski tytuł

Ma dwa znaczenia: Shiga Takeshi to ratownik górski. Zmieniając ukochane góry na miasto nadal pełni tę rolę. W Tokio staje się jednak także detektywem i musi ocalić nie tych, którzy zbłądzili na szlaku, ale nastolatkę Megumi, która zbłądziła w życiu.

Mój odbiór

Bardzo podobają mi się nawiązania do symboliki znanej z twórczości Franza Kafki, ale bohater nie jest do końca kafkowski. Sama zagadka, choć nie jest jakoś bardzo skomplikowana, trzyma w ryzach fabułę na tyle dobrze, że czuje się napięcie związane z próbą odpowiedzi na pytanie, czy bohater pokona ograniczenia. Jedyne, co mnie rozczarowało – to zakończenie. Sądziłam, że scena finałowa będzie bardziej utrzymana w konwencji klimatu noir.

Podsumowując:

kreska: 8/10

fabuła: 6,5/10  (zakończenie mogłoby być inne, ale ogólnie jest OK)

sposób prowadzenia narracji: 7/10 (bardzo dobry – opowieść trzymała mnie w napięciu, ale nie na tyle by czuć dreszcze, więc nie ma dziesiątki 😉

sposób budowania postaci: 5,5/10 (są trochę stereotypowe, ale nie przeszkadza to zbytnio)

przekaz: 7/10 (trochę skłania do refleksji)

stosunek ceny do jakości: 7/10 (wysoka cena, ale wydanie jest porządne i ładne)

punkt subiektywny: +0,5 do wyniku za odkryte nawiązania do innych tekstów kultury


Ogólna ocena: 7/10

Generalnie polecam!

Share This Post

Leave a Reply