Share This Post

Anime

“Zmierzch” po japońsku – recenzja Vampire Knight

“Zmierzch” po japońsku – recenzja Vampire Knight

Na początek wyjaśnienie dlaczego ja, preferująca seineny, w ogóle sięgnęłam po tę serię.

Wszędzie są wampiry…

Otóż, jestem szczęśliwą posiadaczką abonamentu w Netflixie i przeglądając ich ofertę w kategorii anime natrafiłam na Vampire Knight. Pomyślałam, że oto nadszedł ten czas, by zobaczyć coś spoza mojego kręgu zainteresowań. Raczej nie gustuję w romansach (choć jest parę wyjątków) i nie przepadam za shōjo, ale za to lubię wampirze klimaty. Wydaje mi się, że znam całkiem sporo dzieł kultury i popkultury, w których goszczą te istoty. Kiedyś nawet czytywałam powieści gotyckie (gatunek powstały w odpowiedzi na racjonalizm oświecenia) oraz dramaty i powieści grozy z epoki romantyzmu, czyli z okresu, kiedy tak właściwie wampiry zagościły w literaturze na dobre. Znam też niektóre bardziej współczesne realizacje wampirzej tematyki. Od takich klasyków jak francusko-niemiecki Nosferatu wampir z 1978 (remake filmu Nosferatu – symfonia grozy) przez skandynawską i niezwykle ponurą realizację motywu w filmie Pozwól mi wejść (2008), aż po amerykańskie produkcje takie jak Dracula (1992), Blade – Wieczny łowca (1998), niezwykle popularny Zmierzch (2008), czy brytyjską humorystyczną kreskówkę Hrabia Kaczula (1988, w Polsce 1993). Nieobce jest mi także japońskie podejście do tematu (Hellsing, Vampire Hunter D) więc zaciekawiona włączyłam sobie pierwszy odcinek Vampire Knight na wspomnianym Netflixie i…

Przystojniaki z kłami

Ekhem… Cóż, Vampire Knight znacznie różni się od klasycznego, czy raczej “dawnego” sposobu pokazywania wampirów. W tym anime krwiopijcy są piękniejsi od ludzi i nie starzeją się (biedny Nosferatu…), przypominają więc bardziej tych ze Zmierzchu niż z Draculi 😉 W obu filmach mamy przystojnych młodzieńców, którzy są wampirami, szkolne realia, rozgrywki i konflikty wśród wampirzej społeczności. Gdzieś kiedyś przeczytałam opinię w stylu: “To nieprawda! Vampire Knight  fabularnie różni się od Zmierzchu!” – oczywiście że się różni, gdyby miało taką samą fabułę nie byłoby to Vampire Knight tylko Zmierzch 🙂 Nie mniej jednak wiele rzeczy jest podobnych. Przede wszystkim to, że anime jest o nastolatkach i dla nastolatków, a wampiry stanowią tylko pretekst do pokazania szkolnej historii miłosnej (lub raczej trójkąta miłosnego;)) Pretekst ten jest jednak nieprzypadkowy. Jasne, mogła by być to historia z wilkołakami, zombie czy ghulami, jednak tylko wampiry mają pewien specyficzny atrybut – krew, któremu, jak widać, można bardzo łatwo nadpisać wartość znaczeniową, tak by konotowała coś zakazanego i pożądanego, ale o tym później.

Kocham Cię, więc wyssij mnie ^^

O czym to jest?

Cóż, Vampire Knight to romans z wampirami – mówiąc najogólniej. Akcję zamknięto w dwóch sezonach ( każdy po 13 odcinków). Trudno mi jednak zachować powagę kreśląc zarys fabuły. Szczerze mówiąc w sedno trafia tekst z bloga Kawa z cynamonem. Tutaj link. Nie dało się nie uśmiechnąć czytając 😉

Świat Vampire Knight

Ja także postaram się Wam przybliżyć świat przedstawiony; otóż, mamy szkołę, którą prowadzi niejaki pan Cross (Kurosu). Wymyślił on sobie ideę koegzystencji ludzi i wampirów. W tym celu powołał do istnienia Akademię Cross i wprowadził w niej dwa tryby nauczania: dzienny (dla ludzi) oraz nocny (dla krwiopijców). Co ciekawe, uczniowie dzienni nie wiedzieli, że na terenie szkoły znajdują się wampiry (widać za normalne uznali wkuwanie w nocy i spanie w dzień, chociaż… jakby tak się zastanowić… to sporo studentów tak robi (O.o)) Jednak chyba dyrektor nie do końca ufał wampirom, bo kazał swoim przybranym dzieciom ich pilnować. Tak, o istnieniu nie-ludzi wiedziało dwóch uczniów, tak zwanych prefektów, pilnujących porządku. Są to Yūki Cross i Zero Kiryu – główni bohaterowie serii. Trzecim ważnym elementem miłosnego trójkąta jest Kaname Kuran, który rozkazuje klasie nocnej, ale nie dlatego, że jest nocnym prefektem, tylko dlatego że “szlachta rządzi”.

Przykład “romantycznych” tekstów Kaname; “kobieto jesteś moim sługą” – rzyg :/

Elementy składowe świata przedstawionego są nawet całkiem ciekawe. Autorka mangi, na podstawie której wyprodukowano anime, dość pomysłowo stworzyła wampirzą zbiorowość. Ze względu na swą długowieczność, wampiry są poniekąd “reliktami przeszłości”. Ich system społeczny jest zatem daleki od nowoczesności. W świecie wampirów pochodzenie decyduje o randze. Tak jak w dawnej Europie, tak i tu liczy się rodowód. Poszczególni członkowie należą do pięciu warstw społecznych, oznaczonych kolejnymi literami alfabetu. Kaname miał tego farta, że rodząc się otrzymał “A” i mógł szpanować. “A” to wampiry czystej krwi – nie mieszają się z ludźmi ani z wampirami niższych rzędów. Uprawiają kazirodztwo bo najwyraźniej brakło im już dostatecznej ilości członków “A” z innych rodów. “B” to prawdopodobnie szlachta, ale nieczystej krwi, “C” to być może jakieś nieszlacheckie wampiry (nie zostało to w anime jasno wytłumaczone). “D” to przemienieni ludzie. Jeśli wampir ugryzie człowieka (wyssie krew, ale go nie zabije) to ów nieszczęśnik staje się wampirem. Ale nie ma się za bardzo z czego cieszyć, bo taki delikwent wcale nie pozostanie na zawsze piękny i młody. Poziom “D” stacza się po równi pochyłej do poziomu “E”. To najniższy poziom w hierarchii. Istoty te nie potrafią panować nad wampirzym instynktem, stanowią zagrożenie i są eliminowani przez tak zwanych łowców. W anime ukazani zostali jako bezrozumne potwory kierujące się wyłącznie zaspokojeniem żądzy krwi. Zachowują się jak takie bezmózgie zombie w horrorach. Członkowie akademii -czyli wampiry A i B- hamują swe krwiożercze ciągoty, bo zażywają specjalne tabletki (może to jakaś syntetyczna krew w pigułce?), dzięki czemu jest im łatwiej żyć wśród ludzi.

Zero nie panuje nad sobą

Fabuła

Protagonistka jest rozdarta między miłością do wampirzego szlachcica, który w dzieciństwie uratował ją przed takim potworem typu “E”, a sympatią wobec swego przyjaciela i przyrodniego brata – Zero (nie są spokrewnieni, dyrektor adoptował ich). I szczerze mówiąc, te miłosne rozważania zajmują większość czasu. Jest co prawda oś fabularna, która zmierza do rozwiązania zagadki, jaką stanowi przeszłość prefektów, ale jest tak bardzo poprzerywana scenami rozmyślań bohaterki na temat obu chłopaków, że problem miłosny wydaje się jednak stanowić gwóźdź programu.

Trochę porażka

Szkoda, że w anime nie wyjaśniono dokładniej reguł rządzących światem wampirów. Sporo się trzeba było domyślać, a szczerze mówiąc to był chyba jedyny element, który mnie jakoś tam zaciekawił.  Nie wiem jak to jest w mandze, ale w wersji animowanej najwięcej czasu poświęcono nudnym jak flaki z olejem dialogom “miłosnym”, jeśli to w ogóle można to nazwać miłosnymi dialogami. Bardzo pobieżnie przedstawiono sylwetki postaci, sporo ciekawych elementów świata przedstawionego przemilczano, zaserwowano natomiast nieskończenie przedłużające się rozmowy, z których nic nie wynikało i które nie posuwały akcji do przodu oraz trochę żałosnego humoru, który nie śmieszył, a wzbudzał moje politowanie.

Przykład niezwykle “wysublimowanego”poczucia humoru :/

Pomysł na fabułę mógł być niezły. Jak już pisałam, świat przedstawiony zapowiadał się całkiem ciekawie, ale go nie zgłębiono. Sporo wampirów, które mogłyby być interesującymi sylwetkami, były tylko żołnierzykami Kaname, gotowymi na każde jego skinienie. Klasa dzienna to już w ogóle porażka. Prawie nic nie wiadomo nawet o rzekomo najlepszej przyjaciółce Yuuki, której tak naprawdę protagonistka o niczym nie mówi (nie ma to jak najlepszy przyjaciel!). Czy chociaż głównych bohaterów przedstawiono dokładniej? Pozornie odpowiedź jest twierdząca, bo przecież poświęcono im najwięcej czasu, a jednak ja czuję niedosyt. Protagoniści są jacyś tacy nijacy. Yuuki – standardowa bohaterka shōjo. Jest dobra, chce wszystkim pomóc i szaleją za nią największe ciacha w akademii (jakie to typowe!). Zero – na początku wydawał mi się najciekawszą postacią. Spotkała go ogromna tragedia: wampiry zabiły mu całą rodzinę, więc to naturalne, że ich nienawidził. Niestety, został ukąszony i sam stał się istotą, do której żywił odrazę. No! – pomyślałam – wreszcie jakiś motyw, który ma potencjał. Jednak wraz z upływem fabuły miałam wrażenie, że konstrukt jego postaci rozsypuje się jak domek z kart. Brak konsekwencji. Brak logiki. Już nie wiedziałam, o co temu kolesiowi chodzi. (Może mnie ktoś oświeci?) Zakończenie drugiego sezonu to już całkiem porażka. No i na sam koniec Kaname- na nim to już mogę sobie naprawdę poużywać!!! Najbardziej irytująca postać. Wielki księżunio, któremu się wydaje, że jest wielkim strategiem. Jeśli aktualnie nie zajmuje się raczeniem Yuuki jakimiś ckliwymi dyrdymałami rodem z tanich romansów, to układa sobie pionki szachowe (stary motyw) mrucząc pod nosem jaki to on mądry i jak bardzo jego plan jest idealny. Jeśli mam być szczera, to daleko mu do Leloucha z Code Geass. Łazi po szkole i rzuca małolatom powłóczyste spojrzenia (przez co te niemal sikają w majtki z przejęcia), oczywiście protagonistka też się na to nabiera. Żałosne. Mnie by nie zbajerował takimi tandetnymi deklaracjami! Chyba nie mogę oglądać shōjo bo drażnią mnie takie rzeczy. Kaname jest w dodatku zboczeńcem i pedofilem. Uratował Yuuki przed wampirem, gdy ta była małą dziewczynką, odwiedzał ją potem regularnie, poniekąd “wychowując” ją sobie na żonę. Blee…

Kaname i jego żałosne teksty: “nie mogę znieść myśli, że inny dotykał drogą memu sercu dziewczynę”

Kolejnym moim zarzutem jest projekt postaci. Nie podoba mi się. Nie lubię takich “kanciastych twarzy” i oczu wielkich jak spodki. Yuuki jest chyba kosmitką 😛 Ciekawe, dlaczego inne kobitki nie mają oczu Lemura.

Krew z podtekstem…

Jak wspomniałam na początku, użycie wampirzego motywu otworzyło przed autorką pewne możliwości. W Vampire Knight wampiry nie muszą bowiem żywić się krwią, by przeżyć. Krwiopijcy spożywają normalne posiłki, jak ludzie, a pragnienie krwi jest pragnieniem innego rzędu. Ludzie mają swoją hierarchię potrzeb, rozrysowaną niegdyś przez Maslowa w formie piramidki. Na najniższym poziomie są potrzeby fizjologiczne, typu jedzenie, woda, tlen, seks, sen. Wampiry musiałyby do tego najniższego poziomu dopisać jeszcze krew. Krew nie jest niezbędna do przeżycia (jak pożywienie), ale jej brak daje się we znaki (jak np. brak seksu). I to właśnie takie skojarzenia budzi pożądanie krwi w Vampire Knight. Takie nadpisanie znaczenia jest idealnym rozwiązaniem w przypadku anime kierowanego do młodych dziewcząt. Nie można przecież w nim mówić otwarcie o seksie, ale eufemistycznie, zastępując akt seksualny wysysaniem krwi, już tak 🙂 Chłopcy mają ochotę na Yuuki – kojarzy się jednoznacznie? ^^ Tymczasem oni po prostu pragną jej krwi. Na samym początku jest to wyraźnie zaznaczone – jej krew jest wybitnie słodka. Gdy wampiry płci męskiej walczą z pokusą wypicia krwi Yuuki, podtekst uruchamia się sam 😉 Picie krwi to coś zakazanego, grzesznego. Spożywanie prawdziwej krwi na terenie akademii jest surowo wzbronione. Można by rzec, że anime podobnie jak Zmierzch propaguje wstrzemięźliwość, choć w tym przypadku nie wszyscy bohaterowie przestrzegają reguł… 😉

Uwaga malutki spoiler! Kliknij, jeśli chcesz go poznać 😉

Zero jako ten “gorszy” wampir nie umie walczyć z pożądaniem krwi Yuuki. Jest więc alegorią zwierzęcego pożądania. Kaname jako ten wyrafinowany i doskonalszy potrafi zapanować nad instynktem, dlatego to jego kocha Yuuki.

Posłuszna Yuuki wobec “wielkiego księciunia”

Typowe shōjo

Być może anime jest dobre w swoim gatunku. Nie jestem fanką shōjo, więc nie oceniam tej produkcji w kategorii shōjo, ale anime jako takiego. Może zwyczajnie jestem za stara na takie “chwyty” i ponury Kaname sypiący oklepanymi sentencjami nie robi na mnie wrażenia. Nawiasem mówiąc, większą sympatię mam do Zero, choć zdaję sobie sprawę z tego, że on również nie jest postacią porządnie skonstruowaną i tak do końca przemyślaną.

Minusy:

  • wizualny projekt postaci
  • psychologiczny projekt postaci
  • wkurzający bohaterowie
  • pedofil Kaname
  • zbyt małe skupienie się na wyjaśnieniu elementów świata przedstawionego (wciąż mam wiele pytań)
  • fabuła nieustannie przerywana scenami miłosnymi, podczas których miałam w głowie tylko słowo “rzyg”
  • dialogi, podczas których przewracałam oczami
  • sceny, które miały być śmieszne – nie były
  • sceny, które nie miały być śmieszne – były
  • nie postarano się, by utrzymać klimat grozy, typowy dla opowieści o wampirach i nieszczęśliwej miłości
  • moje współczucie wobec bohaterów z czasem zmieniło się w politowanie

Plusy?

Skoro tak się męczyłam podczas seansu, to pewnie chcecie zapytać po co to oglądałam? Odpowiedź jest jedna: ciekawość, czyli moja nadrzędna cecha, która sprawia, że czasem robię rzeczy wbrew zdrowemu rozsądkowi. Pierwszy odcinek był niezły. Potem było coraz gorzej, ale nie zrezygnowałam bo -przyznaję- byłam ciekawa przeszłości Yuuki i Zero. Masochistycznie obejrzałam dwa sezony, tylko po to by dowiedzieć się, co się stało, że Zero jest wampirem (to akurat zostaje wytłumaczone już pod koniec pierwszego sezonu) i dlaczego Yuuki nie pamięta nic sprzed momentu uratowania jej przez lowelasa Kaname. Co prawda poznałam odpowiedź, ale rozczarowałam się. Scena kończąca drugi sezon jest tak dziwna, że jedynym moim komentarzem było “WTF?!”

Uwaga duży spoiler! Kliknij, jeśli się nie boisz 😉

Kaname okazuje się być bratem Yuuki. Dziewczyna jest więc rozdarta między miłością do brata prawdziwego i przybranego. Natomiast scena finałowa jest taka, że Yuuki koniec końców wybiera jednak wampirzego lowelasa, pedofila i kazirodcę, a wkurwiony Zero mówi im na pożegnanie, że kiedyś ich zabije, co ma chyba być czymś przyjemnym, ponieważ rozmarzona Yuuki odpowiada, że będzie czekać… WTF?!

Oto więc plusy:

  • + zagadka fabularna
  • + wampirzy motyw w shōjo
  • + muzyka (nie mam nic do zarzucenia)

Ocena:

grafika: 5/10 Nieładne “kanciaki” i giga-oczy.

muzyka: 7/10 Jest ok.

fabuła: 6/10 (Pomysł był nienajgorszy i świat przedstawiony miał potencjał. Zagadka zaciekawiła mnie na tyle, że nie porzuciłam anime i jakoś przebrnęłam przez te sentymentalne pierdolety)

narracja: 2/10 (Sposób przedstawienia fabuły był straszny. Dłużyzny, nudne dialogi, żałosne sceny miłosne)

postacie: 5/10 (Są typowe, niezbyt pogłębione psychologicznie)

przekaz: 2/10 (Przekaz jest taki, że… w sumie to nie wiem jaki jest. Niczego mnie to anime nie nauczyło i nie dostarczyło rozrywki)


RAZEM: ~4/10

Moja ocena: 5/10

Share This Post

Leave a Reply