Share This Post

Anime

RECENZJA: anime Kimi no na wa

RECENZJA: anime Kimi no na wa

Kimi no na wa pojawiło się w połowie ubiegłego roku. Od razu chciałam zobaczyć to anime, ale wersja, którą parę miesięcy później udostępniono na polskich serwisach nie była dobrej jakości. Postanowiłam więc poczekać, by móc w pełni delektować się seansem, jednak później jakoś miałam ochotę na innego rodzaju anime i w rezultacie Kimi no na wa zeszło na dalszy plan.

Tytuł ten okraszają tagi “romans”, “szkolne”, “dramat” i “tajemnica”. Cóż, romans to taki gatunek, po który rzadko sięgam, ale postanowiłam dać mu szansę. Film bowiem szybko zebrał pozytywne opinie, a ja wyznaję zasadę, że dobra manga i dobre anime zawsze się obroni. Jeśli jakiś tytuł jest wartościowy, to trzeba go zobaczyć bez względu na osobiste preferencje. Zobaczyłam i żałuję… żałuję, że tak późno je obejrzałam! Kimi no na wa to perełka wśród szkolnych romansów.

“Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień (…)”

Kimi no na wa jest opowieścią o dwójce nastolatków; dziewczynie o imieniu Mitsuha i chłopcu Takim. Dziewczyna mieszka z siostrą i babcią. Jej mama nie żyje, więc to głównie na naszej bohaterce spoczywa odpowiedzialność za kontynuację rodzinnej tradycji linii żeńskiej – musi pełnić rolę Miko, czyli opiekunki świątyni. Niestety udział Mitsuhy w różnego rodzaju obrzędach budzi rozbawienie jej znajomych z klasy. Generalnie dla młodego pokolenia jest to “trochę obciach”. Z tego powodu dziewczyna chciałaby być chłopcem (nie musiałaby pełnić swojej posługi), a już w ogóle najlepiej byłoby, gdyby mieszkała w wielkim mieście, w którym nie obchodzi się aż tak tradycyjnie świąt. I nagle… trach! Życzenie spełnia się… no, przynajmniej połowicznie. Dziewczyna zamienia się z Takim ciałami podczas snu. Hm.. zamiana ciałami…Oklepane? Bardzo. I to nie tylko w japońskiej popkulturze (choćby Kokoro Connect, Charlotte, Yamada-kun to 7-nin Majo), ale też amerykańskiej (Zamiana ciał, Zwariowany piątek, Zakręcony piątek itd.) no, kto nie pomyślał sobie czasem jak to byłoby stać się na chwilę kimś innym?

Makoto Shinkai – scenarzysta i reżysersięgnął po wytarte motywy (zamiana ciał, zamiana płci, przenoszenie w czasie, typowe postaci nastolatków), a jednak wyszło mu dzieło nader zgrabne. Jest to przepiękna historia z nałożoną nań “maską” filmu młodzieżowego, okraszona dodatkowo odrobiną magii 😉

“Przypomnij mi swoje imię…”

Fabuła może nie jest zbyt skomplikowana, ale plusem są nagłe zwroty akcji. Kiedy już zaczynałam sobie myśleć, że oto oglądam kolejny bardzo schematyczny film dla nastolatków, nagle na ekranie działo się coś, co mnie zaskakiwało. Kimi no na wa to także amplituda ogromnych emocji. Podczas oglądania jeden ze scen, zaszkliły mi się oczy, lecz już następna szalenie mnie rozśmieszyła. Toż to emocjonalny rollercoaster! Nie wiedziałam już czy mam się śmiać czy płakać 🙂

Kimi no na wa jest przeuroczym filmem! Wiecie co mnie ujęło? Reakcja Mitsuhy na Tokio, o którym zawsze marzyła, a które ma szansę oglądać będąc w ciele Takiego. Rozbrajający jest jej zachwyt nad czynnościami, które robi po raz pierwszy. Cieszy się, że pije kawę w kawiarni, że mija tylu ludzi na ruchliwej ulicy, że jedzie pociągiem. Chłopiec z kolei podziwia przyrodę na wsi, z której pochodzi bohaterka. Właśnie takie zwykłe szczęście płynące z przeżywania swojej codzienności wzbudza podejrzliwość u reszty bohaterów – ich znajomych i rodziny. Na co dzień Taki i Mitsuha narzekają na swoje życie, nagła możliwość spojrzenia na nie z innej perspektywy skłania do refleksji zarówno ich samych, jak i widzów. Protagoniści kolejnego dnia nie pamiętają o przemianach, czy uda im się nie zapomnieć?

“…przypomnij bo zgubiłem je.”

Kimi no na wa urzeka przede wszystkim ślicznymi planszami. Te przestrzenie, po których poruszają się bohaterowie… coś wspaniałego! Najpiękniejsza jest wieś Mitsuhy, ale Tokio – rodzinne miasto Takiego, wypada wcale nie gorzej:

Oprawa dźwiękowa jest wspaniała. Słychać wszystkie odgłosy przyrody; trawa realistycznie szumi, ptaki śpiewają… gdy zamknie się oczy można pomyśleć, że samemu jest się na łonie natury. Widać i słychać dopracowanie wszelkich detali; gdy Taki rysuje, słychać skrobanie ołówka, gdy pada deszcz, krople delikatnie bębnią odbijając się od przedmiotów. Każdy skomponowany motyw muzyczny świetnie oddaje nastrój danej sceny. Fajnym pomysłem jest też wplecenie do akcji piosenek, których tekst uzupełnia treść fabuły.

Protagoniści są może mało charakterystyczni, ale wcale to nie przeszkadza. Postacie są narysowane poprawnie, a tła, jak wspomniałam, wyglądają przepiękne. Film jest tak uroczy, że warto go obejrzeć nawet dla samej grafiki i muzyki. Co do fabuły, to też w zasadzie nie mam do czego zbytnio się przyczepić. Może parę razy pomyślałam, że bohater mógł przecież zrobić to i tamto, ale częściej bywałam mile zaskoczona wiarygodnością reakcji i zachowań postaci.

grafika: 9/10 

muzyka: 8,5/10

fabuła: 7,5/10

sposób prowadzenia narracji: 8,5/10

sposób budowania postaci: 7/10

przekaz: 9/10

plus subiektywny +0,5: bo film jest naprawdę uroczy


razem: 8,5/10

Podsumowując; użyto wprawdzie oklepanych motywów, ale przedstawione zostały one w niebanalnej formie. Jednak największą siłą tego tytułu są emocje, których doświadczyłam nie tylko patrząc na poruszające serce sceny, ale też cudną grafikę i słuchając znakomitej oprawy dźwiękowej. Jeśli ktoś często płacze na filmach, na pewno uroni na nim choć łezkę. Film polecam i to nie tylko fanom szkolnych romansów. Myślę, że przypadnie do gustu każdemu.

Share This Post

Leave a Reply