Share This Post

Anime

Kwaśna cytrynka czy słodka pomarańczka? – czyli anime Citrus

Kwaśna cytrynka czy słodka pomarańczka? – czyli anime Citrus

Witajcie!

Zacznę od tego, że nie jestem fanką ani Shōjo-ai ani Yuri i nigdy wcześniej nie czytałam/nie oglądałam żadnej mangi ani żadnego anime tego typu. Citrus jest moim pierwszym “zetknięciem” z taką tematyką. Z tego powodu nie czuję się “na siłach”, by móc zrecenzować te cztery odcinki, które do tej pory zostały wyemitowane. Postanowiłam więc niniejszy wpis umieścić w dziale “pogaduchy”, zamiast zaklasyfikować go jako pełnoprawną recenzję. Chciałabym bowiem podzielić się z Wami moimi wrażeniami i chętnie poczytam także o Waszych odczuciach, dlatego zachęcam do pozostawienia komentarza! 🙂

Kiedy życie ser­wu­je Ci sa­me cyt­ry­ny, zrób z nich lemoniadę

Po Citrusa sięgnęłam z prostego powodu: szykując się do wpisów na temat anime z sezonu zimowego, chciałam być na bieżąco. Generalnie nie przepadam za romansami – bez względu na to, czy dotyczą miłości homo czy heteroseksualnej – ale ponieważ napotkałam parę tytułów, które mimo romansowej tematyki zrobiły na mnie wrażenie, to postanowiłam dać Citrusowi szansę.

Pierwszy odcinek, wbrew temu czego się spodziewałam, nie okazał się być totalną klapą pomimo niezbyt spójnej historii. Otóż, główna bohaterka Yuzu Aihara (Yuzu to rodzaj japońskiego krzewu rodzącego mandarynkopodobne owce, stąd zapewne tytuł anime) przeprowadza się wraz z mamą do innego miasta i musi pożegnać się ze swoją szkołą i dotychczasowymi przyjaciółkami. Mimo tych wszystkich trudności, optymistyczna Yuzu szuka pozytywów sytuacji i wyciska z życia ile się da;) Ma nadzieję spotkać w końcu w nowym miejscu wymarzonego chłopaka (marzenie nastolatki – normalna sprawa).

Powodem, dla którego następuje tak wielka zmiana w życiu Yuzu, jest ponowne małżeństwo jej matki. Trochę to wszystko grubymi nićmi szyte, bo bohaterki przeprowadzają się do pustego domu (gdzie ten chłop?) ślub wzięty, a protagonistka nie miała okazji poznać rodziny swojego nowego “tatusia”. No ale ok. Nastolatka idzie po raz pierwszy do nowej szkoły, robi się “na bóstwo” (trochę “gyaru“, choć nie do końca – trzeba przyznać, słodka jest), ale niestety, szkoła okazuje się być placówką wyłącznie żeńską i to w dodatku z dość rygorystycznymi zakazami. Żadnych komórek, żadnego make-upu, szalonych fryzur i czytania po kątach zbyt śmiałej literatury. Yuzu ani myśli podporządkowywać się nowym regułom i w konsekwencji zostaje “wymacana” przez przewodniczącą szkoły niejaką Mei, która wśród zakamarków ciała dziewczyny szukała telefonu. (rety, jak to brzmi… chyba przesadziłam z dosłownością, ale wierzcie mi, że tak właśnie to wyglądało!). Po powrocie do domu okazuje się (kolejna niespodzianka w życiu biednej Yuzu), że Mei Aihara to jej “przyszywana” siostra. Jest ona bowiem córką tego faceta, z którym podobno matka Yuzu wzięła ślub, ale który gdzieś zniknął. W domu mieszkają więc trzy kobiety: matka Yuzu, sama Yuzu i Mei. No i tam właśnie biedna protagonistka zostaje napadnięta przez swoją “siostrę”, która rzuca się na nią, chcąc zademonstrować jej, że pocałunek to nic przyjemnego, może wiązać się bowiem z przemocą.

Kwaśno, kwaśno…

I tu właśnie zahaczamy o wątek, który będzie przewijać się gdzieś w podtekstach na trzecim planie. Wiele wskazuje na to, że Mei doświadczyła molestowania seksualnego, ale nie jest to powiedziane wprost. Jest smutna, “przygaszona”, niewiele mówi. Rodzina wyznaczyła jej narzeczonego, z którym ma wziąć ślub gdy skończy szkołę i wydaje się, że on także nie jest święty. Prawdopodobnie dziewczyna sporo przeszła i jej osobowość jest całkowitym przeciwieństwem radosnej i prostolinijnej Yuzu, która dotąd nawet się z nikim nie całowała. Wymuszenie pocałunku przez Mei, według mnie, było niemal gwałtem na niewinnej psychice protagonistki i nawet trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia jej okropnego czynu. Co ona sobie myślała? “Napadnę na swoją “siostrę” bo cieszy się i marzy o pierwszym pocałunku z idealnym chłopakiem. Niech się nie cieszy głupia jedna” – czy tym torem gnały jak szalone jej myśli w tym ułamku sekundy? Sądziła, że jeśli ona miała ciężko to inni niech też mają? Z jednej strony Mei jest odpowiedzialną przewodniczącą, która rygorystycznie odnosi się do przestrzegania szkolnych zakazów, dobrze się uczy i stara się być odpowiedzialna, a z drugiej funduje niedoświadczonej Yuzu coś w rodzaju traumy, która powoli zaczyna przeradzać się w niezbyt zdrową -przynajmniej moim zdaniem- fascynację. Niestety anime nie podejmuje wątku chorego zadurzenia opartego na akcie przemocy. Raczej skupia się na takim rodzaju miłości lesbijskiej, który jest typowy dla Shōjo-ai. A szkoda. Mogła być drama z prawdziwego zdarzenia, a jest zwykłe Shōjo-ai. Choć dla fanów tego gatunku to może atut nie wada?

Kwaśna cytrynka czy słodka pomarańczka?

Jak wspomniałam, po pierwszym odcinku miałam pozytywne odczucia. Spodobało mi się to, że nie jest to głupie Shōjo-ai w stylu taniego romansu, w którym cała atrakcja polega na podziwianiu walorów dziewcząt, a fabuła nie wykracza poza ich miłosne perypetie. Widziałam potencjał w pociągnięciu wątków związanych z trudnym dzieciństwem, traumą. Zdziwiło mnie, że Shōjo-ai, które kojarzyło mi się raczej z lekką tematyką, sięga po tak niełatwe i ważne tematy jak przemoc seksualna. Byłam ciekawa, jak fabuła się rozwinie i sądziłam że ten wątek miłości lesbijskiej, będzie dodatkiem do poważnej problematyki. Po czterech odcinkach dochodzę jednak do wniosku, że tak raczej nie będzie. Owszem, wspomniane molestowanie w życiorysie Mei zapewne się pojawi, ale i tak głównie w serii chodzi o to, że dwie dziewczyny się całują i tyle. W dodatku postać Mei jest tak irytująca, że mnie trzęsie. O co tej dziewczynie w ogóle chodzi? Raz robi nadzieję Yuzu, raz ją odpycha, a tak naprawdę to ona była katalizatorem tej całej chorej akcji związanej z napaścią seksualną i wywołaniem w “siostrze” efektu zadurzenia. Niestety Citrus prawdopodobnie będzie więc “przesłodzoną fabularną pomarańczką” (jeśli mogę użyć takiej metafory) aniżeli kwaśną, skłaniającą do refleksji historią o poważnych sprawach. Anime wprawdzie się jeszcze nie skończyło, więc “klamka nie zapadła”, że tak powiem i wszystko może się zmienić. Obym się myliła, bo przydałby się jakiś Shōjo-ai z przesłaniem.

Czy są jakieś plusy? Tak. Yuzu moim zdaniem jest urocza. Może i zbyt słodka i naiwna, ale jest to postać, którą da się lubić w przeciwieństwie do posępnej Meiko. I nie żebym coś miała przeciw posępnym obliczom. Niech sobie będzie zimna i wyniosła – nie mam nic do jej charakteru, ale to co zrobiła i robi Yuzu to zwykłe świństwo. Bezkarne igra uczuciami swojej siostry. No tak się nie robi! I to zwłaszcza, jeśli ma się o sobie zbyt wysokie mniemanie i roztacza się wokoło aurę osoby rozsądnej i poważnej.

A jak Wasze wrażenia?

Oto trailer:

Share This Post

Leave a Reply