Share This Post

Anime

“Ahoj piraci…!” – Mo sięga w końcu po One Piece

“Ahoj piraci…!” – Mo sięga w końcu po One Piece

Piracki król… tasiemców!

One Piece to przygodówka typu shōnen opowiadająca historię piratów, żeglujących po morzach i oceanach świata. Brzmi niezbyt zachęcająco? Ja też tak sądziłam. Piraci? Nic ciekawego. Nie umiem pływać, na statku mam chorobę morską – zupełnie nie moja bajka. Nic widziałam w nim nic, co mogłoby mnie zachwycić. Kreska do najpiękniejszych nie należy. W dodatku anime liczy sobie ponad 800 odcinków i wciąż wychodzi! Życia nie starczy, by to obejrzeć! Niektórzy otaku oglądali perypetie Luffy’ego (głównego bohatera) całymi latami. Wydawało mi się więc, że nie ma sensu teraz rozpoczynać tak długiej serii, choć oczywiście zdawałam sobie sprawę, że jest to pozycja niemal kultowa, którą “wypadałoby” znać 😉 No ale – jeśli nie ruszyłam jej przed laty, to już jest za późno. Trudno.No powiedzcie sami; cóż można jeszcze napisać o piratach? Zdawałoby się, że świat literacki i popkulturowy aż kipi od nadmiaru tego typu opowieści. A jednak. One Piece to już nie tylko manga czy anime. To marka sama w sobie. Chyba nie ma bardziej popularnego na świecie shōnenowego tasiemca od historii grupki przyjaciół. W wielu krajach to właśnie ten tytuł notuje najwyższe wskaźniki sprzedaży, a i w Polsce radzi sobie całkiem dobrze. Sam fakt, że wydawnictwo JPF wydaje je tyle lat o czymś świadczy.

Mo sięga po skarb!

Dlaczego sięgnęłam w końcu po One Piece? Namówił mnie pewien fan tego tytułu. Ów fan zarzucał mnie argumentami: “mówiłaś, że ninja to też nie twoja bajka, a jednak polubiłaś Naruto”, “przecież oglądasz przygodówki”, “a pamiętasz jak się wciągnęłaś w Dragon Balla?”. OK. Postanowiłam spróbować. Z taką pewną dozą rezerwy i bez entuzjazmu. Rzeczywiście, najbardziej lubię te anime, które – przynajmniej teoretycznie – kierowane są do osobników płci męskiej, czyli shōneny i seineny. Jako że One Piece zalicza się do tej pierwszej grupy, to dałam mu szansę, nastawiając się jednak przy tym nieco bojowo. “Jak mi się nie spodoba, to je dropnę – czy jak to się tam nieładnie mówi;)” – pomyślałam. Z takim oto nastawieniem odpaliłam pierwszy odcinek. Na początku byłam nieco zniesmaczona. Kreska należy do takich, których nie lubię. Za bardzo przypomina mi moje dziecinne koszmarki. Ale brnęłam dalej. Po paru odcinkach odkryłam, że zaczynam darzyć sympatią tych dość szalonych bohaterów, po kilkunastu zaczęłam się wciągać w fabułę, a po kilkudziesięciu wpadłam całkowicie 😉

Tym, którzy jeszcze nie oglądali, spróbuję nakreślić fabułę. Głównym bohaterem jest Luffy – zabawny chłopiec nierozstający się ze swoim słomianym kapeluszem. Uparcie twierdzi, że jest przyszłym królem piratów – i tak się wszystkim przedstawia. Marzenie to determinuje wszystkie jego działania. Luffy podróżujący dotąd samotnie w całkowicie dziwaczny sposób (zobaczycie sami już w pierwszym odcinku) po wydostaniu się z osobliwego hmmm… “środka transportu”, postanawia w końcu skompletować załogę i – jak na prawdziwego pirata przystało – na statku ruszyć w stronę Grand Line – miejsca, w którym stykają się cztery oceany świata. Jest ono nazywane cmentarzyskiem piratów – sporo żeglarzy straciło tam życie. Miejsce to jednak wciąż  pociąga ludzi żądnych przygód – to tam swój legendarny skarb zwany “One piece” ukrył dotychczasowy król piratów: Gol D. Roger.

Dobrzy piraci…?

Choć na początku brzydka kreska mnie odstręczała, z czasem zupełnie przestała mi przeszkadzać. Siłą One Piece’a jest przede wszystkim fabuła i niezwykły talent autora do budowania sympatycznych postaci. Choć żaden z głównych bohaterów nie jest chodzącym ideałem, to i tak nie da się nie lubić zwariowanej załogi “słomianych kapeluszy”. Muszę też przyznać, że z czasem odkryłam uroki tej specyficznej kreski: postacie może nie są idealne, ale autor bardzo fajnie rysuje zwierzęta. Są przeurocze!

One Piece ma wszystko co powinien mieć dobry shōnen; są przygody, są ciekawe historie, retrospekcje, poznajemy motywy postaci, dowiadujemy się dlaczego w danej sytuacji zachowywali się w określony sposób. W One Piece wszystko łączy się w całość. Poszczególne mniejsze scenki, które – wydawałoby się – nie mają znaczenia, z czasem stają się przyczynkiem do pokierowania historii w zupełnie inną stronę. To anime jest naprawdę fajne! Zaskakuje, czasem zmusza do refleksji, no i jest też do tego wszystkiego zabawne! Humor to także duży atut One Piece’a. Ale nie wszystko jest tu takie śmieszne i “lekkie”. Sporo wątków traktuje o poważnych sprawach; konfliktach zbrojnych, polityce, niesprawiedliwości społecznej. W tym anime nie zawsze czarne jest czarne, a białe jest białe 😉 Piraci są dobrzy i źli – podobnie jak członkowie marynarki, która powinna przecież zawsze stać na straży sprawiedliwości. One Piece to niby przygodówka, niby jest w niej sporo walk, a jednak historia mocno oddziałuje na emocje. Muszę się przyznać, że jest to drugie anime (zaraz po Clannad After Story, na którym się poryczałam…)

One Piece – czy warto?

Kiedyś najwięcej sympatii miałam do Naruto, jeśli chodzi o ulubiony tasiemco-shōnen. Po zapoznaniu się z One Piece, Naruto w moim subiektywnym rankingu, został zdetronizowany!

Podsumowując; jest to przyjemny shōnen, w którym przygody piratów są tak naprawdę tłem dla opowieści o przyjaźni grupki ludzi (i nie ludzi ;))- czyli standard w tego typu anime. O wyjątkowości świadczą jednak; poruszana problematyka, niebanalny sposób prowadzenia fabuły, umiejętność przykucia uwagi widza, sympatyczne postaci i humor. Polecam to anime wszystkim tym, których nie przerażają długie opowieści:) Z tego co słyszałam od fanów tytułu, to każdego zachwyca w nim co innego. Wniosek? W One Piece każdy znajdzie coś dla siebie 🙂

Share This Post

Leave a Reply